NATALIA. O ŚWIADOMEJ KONSUMPCJI, LITERATURZE I PIERWSZEJ TOREBCE
CZAS NAKARMIĆ SERCE- NATALIA

Natalia @lullabyforpsycho - właścicielka naszej Saddle Bag Classic Patch opowiada o swojej pierwszej torebce i o tym czym karmi swoje serce

Jestem/zajmuję się:

Jestem spokojnym człowiekiem zrobionym z dynamitu. To chyba słowa Osieckiej, ale idealnie wpisują się w moje egzystencjalne CV, choć trochę kłócą się z moim introwertyzmem. Najlepiej wyrażam siebie pisząc. Zapisywanie własnych myśli i spostrzeżeń to świetny przyczynek do samoobserwacji, a ta z kolei pomaga mi się rozwijać. Z drugiej strony, akt pisania jest dla mnie trochę taką maszynką do mielenia mięsa, ze mną jako mięsem w roli głównej, bo pisząc nie mam dla siebie litości i poddaję to, co napiszę nieustannej autokorekcie. Ale to raczej zmora każdego parającego się słowem pisanym, więc nie czuję się odchyłem od normy. Po prostu wtedy klnę więcej niż zwykle. Zawodowo w dużej mierze zajmuję się również pisaniem. Jestem redaktorką naczelną miesięcznika samorządowego, wydawanego przez starostwo powiatowe, w którym pracuję. Poza redagowaniem gazety, prowadzę również naszą stronę www, social media i oddaję się mniej lub bardziej kreatywnym zajęciom w obszarze marketingu samorządowego.

Co oznacza dla Ciebie jakość?

Jakość jest dla mnie wręcz symbiotycznie związana z trwałością. To priorytet zarówno w mojej hierarchii konsumenckiej, jak i relacjach międzyludzkich oraz tak zwanym codziennym życiu, ale to nie do końca jest tak, że ta jakość jest czymś stałym. Bardziej uczciwie będzie, jeśli powiem, że dążę do niej. Zwłaszcza jako konsumentka. Pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie film dokumentalny Cosimy Dannoritzer „Spisek żarówkowy”. Historia pewnej żarówki, która oświetla od ponad stu lat bazę straży pożarnej gdzieś na amerykańskiej prowincji, staje się rudymentem do rozważań o współczesnym modelu produkcji i konsumpcji. Niesamowicie zdziwiło mnie to, że coś, co ja dziś nazywam kontrolowanym psuciem się sprzętów, ma swój początek już w 1924 r. Bardzo polecam obejrzenie go wszystkim tym, którym leży na sercu świadoma konsumpcja i chcą wiedzieć, co legło u podstaw sytuacji, z jaką zmagają się dziś wszystkie społeczeństwa konsumpcyjne. Mam tu na myśli oczywiście stan naszej planety.

Czy pamiętasz swoją pierwszą torebkę?

Oczywiście, że tak. W liceum pojechaliśmy na wycieczkę do Warszawy. W tak zwanym czasie wolnym szwendałam się po uliczkach starówki i oczywiście się zgubiłam. Postanowiłam więc wejść do pierwszego lepszego sklepu – a był to sklep indyjski – i zapytać o drogę powrotną. Przy wejściu wisiały tak piękne torby (przynajmniej wtedy tak mi się wydawało), że z marszu zapomniałam, o co chciałam zapytać. Wybrałam sobie jedną z nich i wydałam na nią jedną trzecią kieszonkowego, które dostałam od rodziców na wycieczkę. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się to niedorzeczne, ale gdy się ma naście lat, to pragnienie posiadania jakiegoś przedmiotu potrafi zdominować racjonalne myślenie. Sama torebka wyglądała jak taki typowy pikowany szmaciak z satyny i bawełny, tyle że była w kolorze soczystej zieleni, na której widniały tajemnicze esy floresy, więc emanowała jakąś tam egzotyką. Targałam ją dosłownie wszędzie i nie miałam dla niej litości, więc bardzo szybko trafił ją szlag. To zabawne, bo potem miałam różne, często lepsze utorbienia, ale to właśnie ją zapamiętałam najbardziej.

Czym karmisz swoje serce?

Wszystkim, co sprawia, że jest zadowolone. Bardzo lubię aktywność sportową, bo ma ogromny wpływ na moje samopoczucie. Nie sprowadzałabym jednak tego tylko do zmian chemicznych w mózgu. Dla mnie to coś więcej. Kiedy wracam z treningu, a wracam jak z wojny dziesięcioletniej, bo mam bezlitosną, ale wspaniałą instruktorkę fitnessu, to mam takie poczucie sprawczości i mówiąc potocznie: ogarniania swojego życia. Padam na łóżko i – o bogowie! – mam erupcję pomysłów, zgrabnych fraz i radości z samego faktu własnego istnienia. Wyznaję jednak zasadę, że nie ma co się przejadać. Fajnie zostawić sobie uczucie mikro niedosytu, bo to stymuluje do dalszego działania. Często odbywam sobie tête à tête z przyrodą, bo to mnie wycisza i sprawia, że przestaję się szarpać z tym, co mi w życiu nie wychodzi. Miłość do przyrody była od zawsze dla mnie czymś naturalnym, bo jako dziecko mieszkałam na wsi przez trzynaście lat i to, czym wtedy nasiąkłam wydało najlepsze owoce, kiedy byłam już po trzydziestce. Trochę się powłóczyłam po dużych miastach w Polsce. Mieszkałam też w Hiszpanii i Anglii, a potem doszłam do wniosku, że moje miejsce jest na moim zadupiu, choć w sumie chałupą na Roztoczu też bym nie pogardziła. Moim wielkim nałogiem są książki i nie mogę sobie odmówić ich kupowania, choć wiem, że powinnam, bo powoli zaczyna mi brakować na nie miejsca. Moim marzeniem jest umrzeć czytając, w sensie pacnąć sobie głową w książkę i odlecieć w niebyt. Lubię sobie nawet wyobrażać, nad jaką książką mogłabym zemrzeć. Obecnie waham się między „Sto lat samotności” Marqueza a „Księgą niepokoju” Fernando Pessoi. Lubię sobie też aplikować czarny humor. W ogóle to mam naturę szydercy i moimi ulubionymi postaciami w Muppetach zawsze byli Waldorf i Statler, siedzący sobie w tej ich loży szyderców i komentujący to, co się dzieje dookoła. Moje specyficzne poczucie humoru sprawia, że otaczam się głównie ludźmi, którzy je podzielają, więc w sumie też mamy taką swoją lożę szyderców, tyle że najczęściej szydzimy sami z siebie, co uważam za piękny przykład wyproszenia własnego ego za drzwi. Przydałoby się zakończyć te moje dywagacje, jakąś mądrością, ale jedyne, co mi przychodzi do głowy to stare chińskie przysłowie (jakżeby inaczej!): „Gadaniem ryżu nie ugotujesz.”

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl